
Ostatnio zdałem sobie sprawę z czegoś bardzo istotnego.
Jeżeli chodzi o granie mobilne (z dopiskiem „na telefonie"), to jego w moim życiu praktycznie nie ma. Jednakże moja natura gracza co jakiś czas zachęca mnie do sprawdzenia, czy coś w tej materii się nie zmieniło, czy może przez ostatnie kilka miesięcy nie pojawiło się coś wartego uwagi, coś typowo mobilnego, nie substytutu pełnej wersji gry w wersji mobilnej.
Niepopularna opinia? Mnie się naprawdę Diablo Immortal podoba. Oczywiście nie ma podjazdu do pełnych wersji czy nawet do najmniej lubianej przeze mnie części czyli Diablo III – jednak moim zdaniem bardzo dużym plusem tego Diablo jest jego dostępność. Masz go cały czas przy sobie, a wiadomo ze mobilny Diabełek, to najlepszy Diabełek. Jednak moim zdaniem jest to gra na pograniczu. To znaczy gra mobilna dostępna na telefonach komórkowych, jednak zbut duża i angażująca by w moim przypadku się sprawdziła.
Właśnie tutaj dochodzimy do sedna tego postu. Chciałem przelać na papier swoją myśl i ewentualnie skonfrontować ją w przyszłości z samym sobą. Aktualnie jeżeli już zdarzy mi się pograć na telefonie, to wybór pada na w sumie jedną grę do niedawna i aktualnie na kilka gier w ostatnim czasie. Gry od New Star Games. Zaczęło się od Retro Bowl, a ostatnio na listę gier do ogrywania w locie czy też „na kibelku” dołączyły Retro Slam i Retro Goal (ze znaczną przewagą tej pierwszej) od tego samego dewelopera, okazjonalnie wspierane przez wspaniałe DSJ2.
I tak do mnie doszło, gdzie się podziały dobre i prawdziwe gry „na telefony” z drugiej połowy 00’s czy też początku 10s? Dzisiaj bardzo trudno znaleźć grę, która będzie na tyle dobra, by zachęcić nas do zagrana, ale nie na tyle angażująca, by trzeba było zaglądać do niej co godzinę i sprawdzać co się zmieniło, robić kolejne dungeony, grać kolejne mecze, by ktoś przypadkiem nie przeskoczył nas w drabince czy co innego twórcy nam wymyślą do robienia w cyklicznych odstępach czasu. Tęsknie za czasami, gdzie była masa gier, która faktycznie była umilaczem czy też zabijaczem czasu. Coś co mogliśmy bez żalu odpalić po tygodniach czy miesiącach niegrania, gdzieś w kolejce do lekarza, na kibelku czy też w komunikacji miejskiej i wrócić jak gdyby nigdy nic, a po krótkiej 5-10 minutowej sesji porzucić ją na kolejne dni, tygodnie czy nawet miesiące z równym brakiem żalu.
Ja rozumiem, że wszystko musi na siebie zarabiać, wszyscy są na giełdzie i największy rynek gier mobilnych to ogólnie rynek azjatycki, ze szczególny uwzględnieniem rynku chińskiego. Najlepszym chyba tego przykładem jest Angry Birds i to jak ta gra, a już tak naprawdę cała seria i marka, zmieniła się przez te lata. I nie zrozumcie mnie źle. Gry czy branża ogólnie się zmieniła nie bez powodu. Zmieniła się przez i dzięki graczom. Były wymagania by gry mobilne były większe i lepsze? Więc są większe i lepsze, a ludzie w nie grają, wydają pieniądze i biznes się kręci, jest super. Jedyne co mnie smuci to fakt, że tak trudno znaleźć dzisiaj po prostu gry, tylko do pogrania, gry która w swoich założeniach spełnia jedynie swoją główną role – służy do tego by w nią pograć przez jakiś czas. Tylko tyle i aż tyle. Tutaj też od razu przychodzi mi na myśl aktualny rynek gier w ogóle. To ile firmy wydają na produkcje gier (szczególnie gier usług) by później je zamknąć, jest trochę przerażające. Gdzie teraz szukać „gier z kiosku”? Nieidealnych, często nawet może średnio grywalnych, powtarzalnych, ale koniec końców spełniających swoje podstawowe zadanie – dostarczenia możliwości zagrania w coś względnie nowego w rozsądnym stosunku ceny do jakości. Ale to zdecydowanie temat do poruszenia przy kolejnej okazji.